Kolejne miejsca na mapie Polski

Nowy rok, nowe postanowienia? Ależ skąd, po co tracić na nie energię. Zapytacie, u mnie taka zmiana? Wiek to stan duszy, więc na pewno nie wyszło to z mojego życiowego doświadczenia hihi 🙂

Zatem dlaczego?

A bo męczą mnie już z góry ustalane postanowienia, nakazy co będę, a czego nie będę robić w tym roku. Rok 2018 był przełomowy pod wieloma względami, w zeszłym roku potrzebowałam postanowień, by coś zmienić. Dużo zmienić. W tym roku zamierzam po prostu żyć i cieszyć się z chwili, jaką daje mi codzienne życie. Jako joginka i jako kobieta wiem, że takie spojrzenie pomaga i pozwala cieszyć się chwilą.

I żebyście nie posądzili mnie o niezdrowy optymizm, tego w swoim bagażu doświadczeń zbyt wiele nie mam ale wiem, że mam wystarczająco dużo sił na to, by sprostać wyzwaniom jakie daje mi kolejny dzień.

Ale może jest coś, co bym jednak chciała osiągnąć, przeżyć w nowym roku 2019?

Ano mam, więcej podróży, warsztatów i spotkań z moimi joginami. Reszta się ułoży, musi 🙂

Zaopatrzylam się w mapę Polski, taką zwykłą, papierową. Na niej od września zaznaczam, gdzie byłam. No to będzie kontynuacja i w tym roku, tyle, że mam więcej miesięcy przed sobą na realizację podróżniczych planów.

A teraz małe podsumowanie podróży od czerwca do grudnia roku 2018 🙂 🙂

Grudzień, Toruń

Grudzień, Karpacz

Listopad, Kołobrzeg

Październik, Wrocław

Wrzesień, Śrem

Wrzesień, Kościan

Wrzesień, Międzyzdroje

Sierpień, Będlewo

Czerwiec, Toskania

I co, warto żyć dla takich chwil?

Reklamy

Wyzwanie – ukończenie własnej książki

Pozytywnie zaczytana jest od 3 miesięcy  bardziej pozytywnie zapisaną. Moim celem jest ukończenie swojej własnej książki, jeszcze przed 36 – tymi urodzinami, czyli zostało mi niespełna 26 dni. I może też dla tego zniknęłam z własnego bloga, również tego jogowego.

Czy dam radę?

Dałam sobie wyzwanie, a ja lubię dotrzymywać obietnic. Póki co zwolnienie zdrowotne i odpoczynek od pracy pozwala na szybkie nadrobienie brakujących stron. Dwa miesiące to 60 stronnic, może i niewiele ale nadrabiam też zaległości książkowe. Wróciłam do „Małego Księcia”, lektura obowiązkowa dla każdego z nas. Pamiętam, że lektura obowiązkowa w szkole podstawowej, ale wtedy kompletnie jej nie rozumiałam. Ta lektura powinna obowiązywać w szkole średniej a może i dla studentów powinna być inspiracją. Niewiele ponad 90 stron, a zawiera w sobie wiele trafnych spostrzeżeń.

A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

44031516_2012127729078110_4231280490142760960_n

Moja książka będzie o wiele dłuższa, ale będzie zawierała wiele życiowych wątków. Główne bohaterki, każda po traumie, każda w młodym wieku ale łączy je wspólna pasja i czas spędzony z sobą. W każdej z nich, każdy z nas  będzie mógł po troszku zobaczyć siebie. Czy to będzie książka kobieca? Jest to historia 3 kobiet – joginek, ale faceci też mogliby ich historię poznać, dlaczego? By lepiej zrozumieć ból, by lepiej zrozumieć odczucia kobiety – wdowy, kobiety – zdradzonej, – kobiety – wychowującej samotnie dziecko. To taka moja osobista nadzieja, że jeśli książka się wyda i będzie zainteresowanie, sięgnie po nią każdy.

PS. Jak przystało na pozytywnie zaczytaną, czy pozytywnie zakręconą joginkę, książka pisana w sposób humorystyczny, na tyle ile się da.

 

44518064_2015837118707171_8570871684599382016_n.jpg

Znacznie trudniej jest sądzić siebie niż bliźniego. Jeśli potrafisz dobrze siebie osadzić, będziesz mądry.

Wdzięczna za lipiec…

Za oknem skwar…. Komary nie dają spać…. Żar leje się z nieba pomimo późnej pory…. Ludzie nie mogą spać…. I ja nie mogę zasnąć. Nastał dziwny czas…. Czas, w którym w końcu trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie pani Marto, co dalej? Czego pani oczekuje od siebie, otoczenia, życia…. Pani Marto kto, i co jest ważne…. A kogo i co można sobie darować. Pani Marta wie od dawna. Od dawna bowiem marzy o Rodzinie. Własnej…. Póki co, cieszy się, że ma ekipę w postaci dzieciaków znajomych, przyjaciół. One ją nakręcają i dają siłę.

Moja gromadka.To był piękny dzień. Imieniny. I pełna chata. Chata, w której słychać było dziecięce śmiech. I ja w samym środku, szczęśliwa….

To był piękny miesiąc. Lipiec. Każdy weekend to znajomi. Czas z nimi. I to był czas, w którym poznałam dobrego człowieka, który dał mi na chwilę rodzinę.

To był miesiąc spontanów.Rozmów na mostku po 1 nad ranem. To był czas kawy w termosie.Powolnego objazdu po Kościanie i Opalenicy.

To był czas szczęścia, radości, beztroski. I za to dziękuję. Wszystkim Wam, o których teraz myślę.

To był czas jogowego projektu, wspaniałych chwil na macie.

I to był trudny czas w pracy, sprzedanie auta.

To był zatem czas, który był jednym z lepszych w moim życiu….

Wakacyjne Marzenie

Jeszcze tylko 10 nocy, jeszcze tylko jeden weekend i będę w miejscu marzeń. Choć chciałam być tu z osobą, którą mam w sercu, to i tak postanowiłam 1 stycznia tego roku, że te wakacje to Toskania 🙂 Parę dni w podróży, parę dni wolności dla umysłu i ciała. Nowe otoczenie, piękne widoki, piękne chwile.
Jeszcze tylko parę drobiazgów, jeszcze tylko kilka formalności i wyjeżdżam. Opuszczam miasto rodzinne, opuszczam Opalenicę, zostawiam na parę dni swój świat by znaleźć się w miejscu, o którym marzyłam od wielu lat.

Źródło:https://www.google.pl/search?q=toskania+z+dedykacją&client=ms-android-tmobile-pl&prmd=ivn&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwi32oa8iK3bAhVR6aQKHVJRAvEQ_AUIESgB&biw=360&bih=518#imgrc=JllmuziTNAlNeM:

Początek kwietnia, początkiem?

Strajk na pokładzie. Organizm powiedział,nie kochana musisz zwolnić. Organizm, który jest zmęczony postanowił dać mi do zrozumienia, że i ja wewnętrznie powinnam odpocząć. Ciało by mieć energię , mózg ponieważ przez wydarzenia minionych miesięcy delikatnie mówiąc zaczął zawodzić.

Wiem, że jeśli teraz nie zwolnię naprawdę, mogę nie dać rady na dłuższą metę.

Zalecenie?

Wiosna naprawdę zawitła. W końcu jest ciepło, świeci słonko a człowiekowi jakby lżej. Siedząc na fotelu, czując na sobie promienie wiosennego słońca, ciało i mózg w końcu odpoczywają. Witamina D dostarczona, spokój przez zwolnienie osiągnięty.Zacząć tylko porządnie się odżywiać i będzie całkiem dobrze.

A na balkonie? Pierwsze kwiatki. Wiosennie:)

Czekając na…

W miniony piątek pogoda pokazała swoje wiosenne oblicze. Niestety weekend świąteczny ukazał się pod znakiem silnego wiatru, zimna i pytania, gdzie do jasnej choinki jest ta wiosna??? ;):):) No właśnie…I po co ja wyprowadzałam z domu moją gwiazdkową choinkę?W zasadzie nadal mogła być na balkonie, a ja zamiast aniołków i gwiazdorków, mogłam ją udekorować w zajączki i jajeczka.

To co robić w taki niedzielno – świąteczny wieczór gdy za oknem szaleje Elizabeth? Normalnie bym napisała tak…

„W kominku dogasa ogień. Na stole kieliszki z szampanem. W zasadzie jeden bo w drugim jedynie woda. Oni zakochani, zapatrzeni w siebie leżą na sofie, pod kocem i oglądają film, może bardziej próbują go obejrzeć. W między czasie on głaszcze jej lekko zaokrąglony brzuch, jest szczęśliwy, a i ona w końcu szczęśliwa, iż w te święta ma już swoją rodzinę…”

A naprawdę? Siedzi pod kocem, z kubkiem gorącej herbaty zadowolona, że święta okazały się dobrym czasem, ale nadal samotna, nadal marząc, nadal wierząc, że już kolejne święta, już następne na pewno nie spędzi sama. Że obok będzie ktoś…Że będzie trzymał za rękę…Że przytuli…

Może lekko zmęczona marzeniem, może lekko zmęczona czekaniem, może lekko zniechęcona, poczekam. Poczekam na lepszy czas, poczekam aż w moim życiu pojawi się ktoś, przy kim poczuję się szczęśliwa, bezpieczna i spełniona jako kobieta.

Czyżbym nauczyła doceniać chwilę?

Pod koniec lutego wybrałam się na tygodniowe ferie do stolicy. Miałam do realizacji plan, ale przede wszystkim odpoczynek. Ktoś powie, w stolicy? Da się odpocząć? Powiem szczerze, dla mnie Warszawa jest zbyt wielka, zbyt głośna, ludzie dość specyficzni. Miałam możliwość zamieszkania w niej, miałam możliwość rozpocząć życie w wielkim mieście…Ale minione ferie dały mi więcej niż myślałam, nakreśliły mój stosunek do tego miejsca. Ten czas pokazał mi, jak mało doceniałam do tej pory ciszę, spokój, kontakty z mieszkańcami Opalenicy.Po prostu…Wyszła ze mnie Wielkopolanka. Ostatnie weekendy spędzam w mojej Opalenicy, tu zaczynam uczyć się odpoczywać, tu poświęcam się jodze, reperuję co się da w mieszkaniu, mam czas na sprzątanie auta, mam czas dosłownie na wszystko.A przede wszystkim na uporządkowanie spraw w głowie. Jedyne czego nadal brakuje, to drugiej osoby obok. Była, ale fizycznie jej nie ma. Rozminęliśmy się wielokrotnie. Teraz nie pozostaje nic innego jak kapitulacja, wszystko co mogłam…Wszystko zależy już nie ode mnie…Poniżej migawka z ferii, Krakowskie Przedmieście, urocza knajpka i grzane wino, joga i ja opatulona szalem, gdyż na ferie wybrałam sobie najzimniejszy tydzień tej zimy 😉

PS. Po powrocie czekała mnie niemiła niespodzianka. Akumulator powiedział, nie mam sił kochana właścicielko. No i bardzo szybko przeszłam lekcję jak należy zachowywać się gdy w nocy temperatura spada do minus 20 a ja zostawiłam autko samo sobie. Na szczęście dostał nowe serducho, ma akumulator nowiutki, sprawny i śmiga jak szalone, to moje zielone cudo ;);)