Jak nie czuć się samotnie, w czasach izolacji

Gdy powróciłam do czytanej przed laty książki Janusza Wiśniewskiego, „Samotność w sieci” nie przypuszczałam, że taki świat w którym możemy poczuć się bardzo samotnie, nastanie.

Mamy piękną, wiosenną sobotę. Przedpołudniem wybrałam się na pierwszy spacer rowerem, z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, sama ze sobą, na odludziu. Jak na pierwszą wycieczkę 12 km w 50 minut, niezły wynik. Forma chyba nadal mnie się trzyma. Ale to nie był zwyczajny spacer. To było zupełnie inne przeżycie.

Co chwila mijała mnie policja, przez głośniki namawiali by pozostać w domu, a na zewnątrz poruszać się w bezpiecznych odległościach. Uwierzcie mi, no i dobrze w zasadzie dla nas wszystkich, tak było. Na rowerach ludzie w pojedynkę, pierwszy raz w życiu pozdrawiali mnie po drodze. Ten przywilej chyba od zawsze kojarzył mi się z motocyklistami i ich lewą w górę. Bardzo mile odmachiwałam każdemu. Gdy wróciłam, musiałam kawałeczek przejechać przez pewną małą wieś koło mojego miejsca zamieszkania. Ludzie spacerowali. Dwójkami. Następne pary za sobą w sporej odległości. I tak nam przyszło teraz żyć. Smutna taka rzeczywistość, choć mnie przeraża inna rzecz. Do kiedy to wszystko potrwa i z czym my tak naprawdę walczymy.

Nie tęsknie za gwarem, nie tęsknię za galeriami handlowymi, w końcu już 9 lat temu wyprowadziłam się z Poznania i zamieszkiwałam mniejsze miejscowości. Dobiło mnie jedno, zahamowanie z dnia na dzień, brak kontaktu z moimi uczniami, koleżankami po fachu jogowym. Martwi mnie nasza przyszłość i nasza gospodarka. Wielu straci pracę, wielu już ją straciło. Ja jeszcze pracę mam i codziennie do niej chodzę. To mój jedyny rytuał normalności, rano jadę do pracy, a potem tą samą drogą wracam do domu.

Zmieniło się więc u mnie tylko to, że nie mogę uczyć i nie mogę chodzić na realne zajęcia. Wszystko teraz załatwiam online, a weekendy i tak jak przed kwarantanną spędzam przeważnie samotnie. Wykorzystuję ten czas w zasadzie tak samo, jak i przed przymusowym „zostań w domu”.

Co mnie zatem dobija? Te smutne ulice, puste parki, samotne wyjazdy rowerowe.

Co mnie martwi? Nasza przyszłość, nasze rachunki i zobowiązania, czy nadal będziemy je mieć z czego opłacać?

Co bym chciała? Wiadomo, chciałabym żeby zakończyły się zakazy, ale przede wszystkim chciałabym, znaleźć drogę dla siebie, na przyszłość, bo chyba tak do końca nie jestem tam, gdzie być powinnam. Tam, gdzie chcę być. No i chciałabym, aby moja książka została wydana, w czasach normalności i spokoju, podczas kontaktu z tymi, którzy chcieli ją przeczytać, coś o niej usłyszeć.

A co z książką Wiśniewskiego? Ona dała mi też sporo do myślenia. Przeczytałam od razu także jej kontynuację, ale zacznijmy od początku. Jeśli masz czas, weź do ręki kubek z kawą, herbatą lub kieliszek dobrego, czerwonego wina. Zasiądź wygodnie przed ekranem i przenieś się ze mną raz jeszcze do roku 1996.

Historia dla niektórych banalna, dla niektórych nierealna, a dla większości nawet i piękna. Pierwszy raz przeczytałam „Samotność w sieci” gdy byłam jeszcze młodą kobietą, wróciłam do niej w wieku już nieco dajrzalszym. I nigdy tej historii nie krytykowałam. Choć wiele osób, nawet nie chce się przyznać że ją kiedykolwiek przeczytało.

Ona – samotna mężatka. Niedoceniana, niedopieszczana. Ambitna, ale cholernie smutna w swojej codziennej samotności.

On – kochał kiedyś nad życie, choć miłość jego życia nigdy do niego nie przemówiła i nie dożyła chwili, gdy mogło to nastąpić – kochał ją do samego końca, miłością piękną i szaleńczą. Nawet gdy nieszczęśliwy wypadek zabrał mu jego jedyną i najdroższą. Kochal. Zakochał się drugi raz, miłość jeszcze bardziej dramatyczna. Nie miał w życiu zbyt dużo szczęścia.

Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie moze mnie zranić. Nareszcie przyda sie na coś ten cały inetrnet. Trafiło na Ciebie. Czy mogę Co o tym opowiedzieć? (s. 49).

Tak się zaczyna pierwsze zdania, pierwsza próba bycia gdzieś i z kimś, kto nas zrozumie. Nawet jeśli go całkowicie nie znamy. Myślę sobie po latach, że to była ostatnia rozpaczliwa próba poradzenia sobie z samotnością, która na pewno dobrze dla nikogo się nie skończyła.

Czy Pani jest pewna, że to mnie akurat chce obdarzyć takim zaufaniem? Jeśli tak, jak to się stało, że trafiła Pani akurat do mnie? (s. 50).

Jedna wiadomość, jeden mail odmienił jego życie. I tak się wszystko zaczęło.

Erotyka pojawiła się późno, najpierw była fascynacja myślami, fascynacja inteligencji, skromności, chęć poznania drugiej osoby. Bardzo spodobał mi się fragment, w którym Ewa wypowiada się na temat fascynacji Jakubem.

Najbardziej sexy w nim całym była bez najmniejszych wątpliwości jego głowa. Zawsze byłam najbardziej zainteresowana głowami mężczyzn (s. 142).

Powiem Wam, że i mnie od zawsze najbardziej, zaraz po dłoniach, pociąga w facetach ich rozum. On ma być mądry, ale nie przemądrzały. On powinien być oczytany, ale powinien też potrafić zająć się mną. On powinien uwodzić mnie słowami, listami, mailami. Z takim facetem, zawsze jest o czym pogadać, zwłaszcza teraz w czasach kwarantanny, usiąść z kubkiem kawy (bo koniecznie i dla niego kawa musi stanowić napar bogów) na balkonie w ciepły poranek i móc oddawać się konwersacji. Ale czasami fajnie jest i z nim pomilczeć. Tak mądrze i fajnie. Z takim facetem nie można się nudzić i taki był ten Jakub Ewy I taki jest Daniel mojej Ani – moja książkowa para.

Rozumek: Dobra, dobra. Ja wiem Serce. Ja wiem, o co ci chodzi. Chodzi ci o miłość. Ale pamiętaj o jednym: ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej. Więc ty się nie nastawiaj na wieczność. Ty, Serce nie jesteś czasoprzestrzeń (s. 138).

Z wiekiem naprawdę miłość postrzegam jako drobne gesty, by zrobić ukochanej osobie jego ulubioną kawę, sałatkę z pomidorów. By kupić czasami jego ulubiony magazyn, wysłać czasami spontanicznego maila, zostawić karteczkę na poduszce przed wyjściem do pracy. Tym dla mnie jest miłość po latach. Proste rzeczy, na które paradoksalnie w dobie pandemii, mamy czas. Może ten czas pokaże, które pary dadzą radę, a które niestety rozpadną się w drobny mak?

Moja recenzja książki długa nie będzie, każdy z Was jeśli ma na to ochotę, powinien samotnie zagłębić się w tą historię nieszczęśliwej miłości, a może zauroczenia? I kto kochał, a kto się jedynie zauroczył? Elementem miłości jest również wspólna chemia.

Będę w zielonej sukience i będę miała z pewnością zielone oczy. Zawsze są tego koloru, gdy jestem szczęśliwa (2.249)

Historia zakończyła się w Paryżu, w roku 1996, w pewnym pokoju hotelowym, pewna para spotkała się w realu, spędzili wspólnie noc, potem ona odeszła i nigdy już do niego nie napisała. On pisał, ale po pewnym czasie i on przestał. No bo ile można. Został po nich jednak ślad – mały człowiek i pewna książka. I tu już przechodzimy do drugiej części, kontynuacji tej historii.

„Koniec samotności”

Jakub i Nadia, nowe pokolenie. Piękna miłość. Pomimo młodego wieku to miłość dojrzała, z nutką romantyzmu i mądrości życiowej każdej ze stron.

Jakub to syn Agnieszki. Urodzony w 9 miesięcy po jedynej nocy paryskiej spędzonej z inteligentnym i bardzo mądrym naukowcem.

Mniej więcej w połowie nowej historii trafiamy na pewną książkę, książkę w której autor opisuje swoją miłość do niesłyszącej dziewczyny. To z niej dowiadujemy się o kobiecie z Polski, która pewnego dnia pisze do niego maila. Tak przypadkowo. Tak nieszczęśliwie zakochana. To w niej spotyka się dwóch, zakochanych w sobie ludzi, tyle że on wolny, ona mężatka. Historia w książce urywa się tuż po weekendzie spędzonym w Paryżu. To w tej książce, ona pisze ostatniego maila do niego. Jest w ciąży, i że jest szczęśliwa. Na tym etapie kończy się pewna historia, znajoma? Tylko w niej, jest Ewa, W realu, Agnieszka.

Cenię pióro Wiśniewskiego, jego mądrość, skromność i przebiegłość. Tylko on mógł stworzyć taką historię, rozkochać w sobie tyle czytelniczek, ale narażając się też jednocześnie na słowa krytyki. Przez tą właśnie zakazaną miłość, romans i możliwy owoc tej miłości.

Ta książka trafia w ręce naszych młodych bohaterów i ta książka za sprawą syna, trafia w ręce Agnieszki, książkowej Ewy.

I ta książka kończy się w taki sposób, że wydaje mi się że to właśnie nie jej koniec.

Ale może tylko mnie się tak wydaje? Może ja pragnę kolejnej części, łaknę tych kolejnych zdań, przepełnionych wiedzą i mądrością. Może czekam na moment, aż sama Agnieszka przemówi i wytłumaczy, dlaczego zrezygnowała z tej miłości? Może naprawdę kochała męża, czy tylko i wyłącznie została z nim ze względu na szacunek i słowa przysiegi? Żal mi było w tej historii każdego, choć najbardziej chyba jednak tego męża. Nie wiedział o romansie, nie wiedział że był kłamany przez tyle lat. A może nie był? A może Agnieszka mu wyjawiła prawdę? A może on jej przebaczył, bo przecież sam ją też skrzywdził?

Morał z książek? Nie oceniajmy, dopóki nie poznamy każdej historii. A tutaj poznaliśmy tylko jej część, dlatego może czekam na dalsze wyjaśnienia.

MIłość Nadii i Jakuba jest nawet piękniejsza niż miłość Agnieszki i Jakuba. Oni są realni, codziennie spędzają czas z sobą, ona wiele przeszła i jest tak cholernie mądra i autentyczna. Zostawiona przez matkę. Przeżywa śmierć ojca, babki. Zostaje sama. W dodatku tak prawdziwie zakochana. Odnajdująca szczęście, tuż po przeżytych traumach. A i on zakochany w niej bez pamięci. Też tak mądrze i prawdziwie.

Gdy zostają rozdzieleni na parę miesięcy, bo ona wyjeżdża do Niemiec. a On zostaje w Poznaniu, piszą wspaniałe listy do siebie. Boże jedyny, te listy są niewiarygodne. Długie, opisujące ich dni bez siebie, takie normalne i prawdziwe. Z nich wywnioskować można tylko jedno, para która się szanuje i zna tak dobrze, że można jedynie takiego uczucia pozazdrościć. Ja im szczerze zazdroszczę.

Chcę mieć po tobie ślad, który zostanie nawet jak już na świecie nie będzie prądu (s. 46)

Jak można pięknie napisać o przeżyciach? Ano można. Zobaczcie w jaki sposób.

To one są najważniejsze, to one łączą ludzi najmocniej. Pamiętaj o tym. Dzisiaj już to wiem – westchnęła (s.89).

I pewne zdanie z książki, które w świetny sposób opisuje dziś nas samych, to co prezentujemy na co dzień, to o czym zapomnieliśmy w czasach nieustającej gonitwy i udowadniania sobie nawzajem, że jesteśmy niby lepsi od innych.

Szukam kolego humanizmu. Ludzie mnie rozczarowali. Tak dużo mord, a tak mało twarzy (s. 391).

Jak kończy się historia Agnieszki i jej męża Joachima? Czy Jakub jest synem wspaniałego naukowca? Czy Nadia nadal jest tak szaleńczo i mądrze zakochana w swoim wyjątkowym Jakubie?

Sięgnijcie po książkę i sami przeżyjcie tą kolejną wspaniałą przygodę. Bo obie historie są piękne i każda na swój sposób opowiada o samotności i o miłości. Tej co wiecznie nie trwa, ale może jednak trwa?

Wiosna, ach to Ty

Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty…

Przyszła. Choć nie jest wiosennie ani na dworze, ani w duszy to jednak przyszłaś wiosno. Przyszłaś w tak trudnym dla nas momencie, gdy jedynym pewnym słowem staje się dziś niepewność, a jedynym uczuciem trwoga o losy naszych bliskich i nas samych.

Coraz więcej ludzi w domach, na przymusowej izolacji. Odwołano szkoły, przedszkola, uczelnie, miejsca kultury, sportu. Nie mogę uczyć i spotykać się z joginami, moja książka z pewnością nie ukaże się na rynku tej wiosny, ale staram się myśleć pozytywnie. Nie jest to proste, nie jest to czasami osiągalne, ale staram się. Codziennie, gdy wsiadam do auta i jadę do pracy myślę, co będzie gdy wrócę. Co usłyszę lub co zobaczę w telewizji. I od prawie 2 tygodni nie jest dobrze, nawet nie poprawia się…

Wczoraj pomogła mi wycieczka w głąb dziczy, wróciłam wspomnieniami do Puszczy Zielonki. Do miejsca, w którym spędziłam piękne lato, piękną zimę, do miejsca jak najbardziej wyjogowanego, do miejsca w którym poznałam wielu podobnych do mnie. To tutaj spełniłam swoje marzenie, to miejsce będzie dla mnie już na zawsze wyjątkowe.

1o kilometrowy marsz przed siebie, a przede wszystkim w głąb siebie. Gdy jeszcze można, gdy mamy jeszcze takie miejsca gdzie nikogo oprócz nas nie ma, warto to robić, warto raz na jakiś czas tak się przejść, by zostawić na chwilę za zaułkiem głębokiego lasu to, na co wpływu nie mamy.

Znasz mnie?

old-letters-436501_1920

List to taka forma, w której można przekazać więcej emocji niż podczas zwykłej rozmowy. Słowa w nim zawarte są magiczne, czasem nieokreślone, bardzo często emocjonujące, niekiedy erotyczne. List może stanowić dialog, który trwa bardzo długo. Zanim odpowie się na pytanie, mija trochę czasu. W dobie Internetu wymiana zdań odbywa się szybciej i dla mnie stanowi pewną nową fascynację. Taki nietradycyjny list, a nietypowa wymiana korespondencji.

Ona: Czym dla Ciebie jest kobiecość?

On: W tym słowie zawarte jest wszystko miłe. Tak po prostu.

Ona: A czy Ty wierzysz w przyjaźń z kobietą?

On: Nigdy nie sądziłem, że jest możliwa. Sądzę, że taka więź obarczona jest pewnym ryzykiem, ale Ty łamiesz moje mury.

Ona: Czym dla Ciebie jest samotność?

On: Samotność mnie przeraża. Gdy cały dzień pracuję, nie myślę. Gdy wracam do pustego domu, nie lubię tej ciszy. Gdy czuję się samotny otwieram okno, by usłyszeć przez chwilę odgłosy miasta. Czasami gdy czuję się samotny, otwieram pocztę i czekam na parę zdań od Ciebie. Wtedy nie czuję się samotny, wtedy uśmiecham się do siebie. A Ty czujesz się czasami samotna?

Ona: Bardzo często. Zwłaszcza w samotne noce, gdy nie mogę zasnąć, a obok nie ma nikogo.

On: I co wtedy robisz?

Ona: To co robię teraz, zaczynam pisać do Ciebie. Jesteś moim przyjacielem, jesteś wtedy gdy Cię potrzebuję i Ty mnie rozumiesz. Znasz i rozumiesz moją wiedźmowatość. Znasz moje emocje, wiesz kiedy co napiszę.

On: A może jest odwrotnie, a może to właśnie Ty mnie rozumiesz? A może to Ty wiesz co siedzi w zakamarkach mojej ciemnej natury, pustego serca i zagubionej duszy?

Ona: Nic takiego nie robię. Podaj przykład.

On: Czytasz mi w myślach i masz jakieś dzikie połączenie do mojej psychiki.

Ona: Nigdy nie słyszałam takiego opisu.

On: Jak możesz tak trafnie odczytywać stany mojej świadomości, nawet mnie nie widząc?

Ona: Przecież wiesz, to moja wiedźmowatość. Znasz mnie nie od dziś.

On: Ja dopiero Cię poznaję. Fascynujesz mnie.

Ona: A ja uwielbiam Twoją mądrość i słowa, którymi mnie karmisz.

On: Czy Ciebie fascynuje ludzki mózg? Czy dla Ciebie jest tak samo atrakcyjny, jak atrakcyjne bywa kobiece bądź męskie ciało?

Ona: Fascynuje mnie mózg, fascynuje mnie mądrość faceta połączona z jego fizyczną atrakcyjnością. Lubię mądrych, ale nie przemądrzałych. Fascynują mnie łączone słowa, szyk zdań. Lubię, gdy ludzie kochają wiersze. Podziwiam tych, którzy znają je na pamięć. Ty lubisz wiersze?

On: Szczególnie jeden. Przypadł mi do gustu? Chcesz posłuchać?

Ona: Przecież wiesz, jak bardzo na to czekam.

On:

Miłość

Nie widziałam cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
lecz widać można żyć bez powietrza!

Ona: Maria Pawlikowska – Jasnorzewska. Skąd wiedziałeś, to moja ulubiona autorka.

On: Przecież wiesz, ja znam Ciebie i Twoje emocje. Wiem o Tobie prawie wszystko.

Ona: A teraz czas spać. Musimy odpocząć i Ty i ja. Napiszesz jeszcze do mnie?

On: Przecież wiesz.

Ona: Wiem.

Międzynarodowy dzień pisarzy i „Szmaragdowa tablica”

Dziś święto tych wszystkich, dla których słowo pisane ma olbrzymią moc. To święto tych, dla których książka to nieodłączny element dnia codziennego.

desk-1869579_1920

Z tej okazji wszystkim moim Koleżankom i Kolegom, wszystkim pisarzom których znam, poznaję i będę poznawać życzę przede wszystkim nieustanie trwającej weny twórczej i miłości do słowa pisanego po ostatni dzień życia.

Samo święto zostało ustanowione w 1984 roku i jego celem jest promowanie literatury, oraz obrona wolności słowa i rozwój społeczności pisarzy na całym świecie. Przy okazji święta organizowane są spotkania autorskie oraz wieczory literackie.

I jeśli mamy dzień pisarzy, miło mi zapoznać Was z nowo odkrytą przeze mnie autorką „Szmaragdowej Tablicy” – Carlą Montero. Hiszpańska pisarka brawurowo połączyła czasy drugiej wojny światowej i współczesności łącząc ze sobą zawiłe wątki rodzinne, łącząc z sobą zawiłe wątki ze świata sztuki.

Historia i współczesność, zakazana miłość i trudne czasy wojenne, zazdrość i tajemniczy obraz. W tej książce znalazłam wszystko co kocham – humanizm, czyli sztuka i historia drugiej wojny światowej, która po dzień dzisiejszy wzbudza we mnie emocje. Autorka przypomniała nam jak ciężkie życie mieli wszyscy ci, którzy żyli w latach wojny. Jest to przede wszystkim historia Żydów, którym odebrano prawo do normalnego życia, ale przedstawia również historię pewnego Niemca, który pomimo faktu że służył Hitlerowi, jednocześnie interesował się sztuką i dla którego nie obce były losy żydów, zwłaszcza jednej kobiety której ocalił życie i którą starał się chronić jak mógł, nawet ryzykując własne życie. To historia Żydówki Sarah, która straciła rodzinę i córkę dzięki chciwości i zazdrości najbliższej osoby, to historia człowieka który codziennie borykał się w własnym sumieniem, który dostrzegł zło tego, któremu służył – Niemiec z dobrym sercem. W tej historii zakazane było wszystko, ale to właśnie miłość i walka o każdy następny dzień, wygrała.

Wątki współczesności to Madryt i główna bohaterka – Ana, prowadząca spokojne życie u boku swojego partnera – Konrada. Bogatego kolekcjonera sztuki, który natrafiając na list napisany podczas drugiej wojny światowej próbuje dotrzeć do obrazu Astrolog przypisywanego Giorgionemu, malarzowi epoki renesansowej. To właśnie Konrad przekonuje Anę, żeby poprowadziła te poszukiwania. Kobieta przypadkowo odkrywa zawiłe losy rodziny, która od pokoleń chroni obraz. Poznaje pewnego mężczyznę, który nie wie że to i jego losy zostaną rozstrzygnięte.

Paryż – niemiecka okupacja. Major SS Georg von Bergheim dostaje rozkaz, ma odnaleźć obraz. Hitler uważa, że ten obraz ma magiczne moce. Poszukiwania doprowadzają go do rodziny Bauerów. Rozpoczyna się niebezpieczna gra.

Współczesność – Alain Arnoux – doktor sztuki. Do niego trafia Ana i to on staje się jej przyjacielem. Razem niechcący odkrywają losy rodziny doktora. Wspólnym mianownikiem jest obraz Astrolog i Sarah Bauer.

Serdecznie polecam książkę. Sama przeczytałam 700 stron w niecały tydzień. Historia pochłonęła mnie bez reszty.

14708561063678558-jpg-gallery.big-iext42788979

Pożegnanie z Afryką

Książka czy film, film czy książka?

Z reguły zawsze wybieram książkę. Piszę z reguły, ponieważ jest jeden film, który podobał mi się bardziej niż książka i jest jeszcze jeden film, który podoba mi się na równi z książką. I to jest „Pożegnanie z Afryką”. Książka, którą napisała Karen Blixen nie należy do zbyt grubych, ale zawiera w sobie tyle treści i opisów, że wciąga czytelnika od pierwszego zdania. O czym jest? Ta książka to autobiografia pisarki, która trafiła na czarny ląd przez swojego męża i spędziła tu kilkanaście lat swojego życia, natomiast film odsłania troszkę więcej, ukazuje bowiem romans bohaterki i przyjaźń jaka się między nimi narodziła. Film powstał w 1985 roku, odtwórczynią głównej roli była Meryl Streep, w rolę przystojniaka wcielił się Robert Redford. Ta para od razu przypadła mi do gustu, do tego moje zafascynowanie Afryką, do której chciałam przybyć będąc młodą dziewczyną, dziewczyną która chciała uciec i zaszyć się daleko, najlepiej na jakieś misji pomagając tym, którzy tej pomocy potrzebowali. Film nie miał wyjścia i musiał mi się spodobać. No ale ja zostałam w Polsce, a główna bohaterka spędziła na plantacji kawy wiele lat, budując więzi i zaufanie wśród tubylców.

Losy bohaterki i zarazem pisarki nie były łatwe, życie usłane różami nie było. Małżeństwo niezbyt radosne, samotność, zdrady męża. Upór, siła i determinacja tej kobiety imponowała mi gdy oglądałam film kilkanaście lat temu, z kolei kończąc książkę i będąc już dojrzałą kobietą jeszcze bardziej doceniałam treść, którą przekazała w swojej książce. Pomimo trudnych losów, bohaterka rozpoczęła nowe życie, w nowym miejscu, wśród nowo poznawanych ludzi, do tego trudy dnia codziennego i podejmowana walka, by ocalić farmę i plantację. Ta kobieta twardo stąpała po ziemi, a jednocześnie cieszyła się każdym dniem. Siła i łagodność w jednym. A przede wszystkim walka o swoje miejsce na ziemi.

Pozegnanie-z-Afryka-1985

Książka przypadła mi do gustu z jeszcze jednego powodu, przede wszystkim opisy, na podstawie których można wyobrazić sobie to miejsce i do tego autentyczność, czyli prawdziwa historia.

Ciekawostką jest fakt, iż dom, który można podziwiać w „Pożegnaniu z Afryką” jest wierną repliką tego, w którym Karen Blixen faktycznie mieszkała między 1914 a 1931 rokiem i który opisała w swojej książce. Pierwowzór został wzniesiony przez szwedzkiego inżyniera Ake’a Sjogrena i zyskał elementy typowe dla kilkudziesięciu rezydencji wybudowanych przez Europejczyków na przedmieściach Nairobi w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Ma kamienną konstrukcję, dach pokryty dachówką, długie ciągi werand obiegające dom i przestronne, wysokie pokoje. Filmowcy chcieli kręcić w faktycznym domu Karen Blixen, jednak to nie było możliwe.

karen-blixen-museum-aqui vivio desde 1914 a 1931

Niezależnie co wybierzecie, książkę czy film, polecam jedno i drugie 😉

Historia pewnego zakończenia

Moja książka, moje Marzenie, moja mała duma już niedługo ktoś może ją przeczyta. Jak się przyjmie, czy będzie pozytywny odzew, nie wiem.

Wiem jedno, zrobiłam to, bo potrzebowałam. Po 8 latach zakończyć pewien rozdział. Nikt nie potrafił mi pomóc. Pomogło pisanie. Zakopać przeszłość, jak zrobiła to Ania, moja bohaterka.

Strata dziecka, kolejnego przyczyniła się do tego, że ukończyłam tę książkę. To była moja terapia, to był cel dla którego wstawałam z łóżka.

Teraz mam inny cel, być szczęśliwa.

Oby z nim.

13 czerwiec 2020 oby był naszym dniem 😉

Trójmiasto zimową porą

Nieważne w jakim momencie, nieważne jaką porą roku, wyjazd nad morze to zawsze dobry wybór. Nie ukrywam, że w zasadzie miał być Karpacz i jego okolice, ale wyszło jak wyszło. Jak w moim życiu, spontan goni spontan. Niedługo dojdę do wniosku, że ja po prostu nie lubię żyć spokojnie.

Gdańsk. Pięknie miasto. Piękne zabytki. Długi Targ i jego boczne uliczki, które pokazują jego magiczną stronę egzystencji. Zawsze gdy tu trafiam, uwielbiam te piękne kamienice i jego urokliwe zdobienia.

A Długi Targ to oczywiście statki, zwłaszcza Czarna Perła.

Pierwszy dzień to zawsze trochę luźniejszy czas, poranny wyjazd, trasa, kawa na stacji benzynowej, a wieczór to szybkie zaśnięcie by rano móc wstać z nowym bagażem sił i dobrego nastawienia.

Tak zacząć poniedziałek, kto o tym nie marzy. Bez stresu, bez porannego wstawania na budzik, bez pośpiechu. Do tego dodajmy słoneczny poranek, dobre śniadanie i uzyskamy magicznie spędzony czas w Gdyni i Sopocie.

Piękny słoneczny dzień, kilometry w nogach, dużo jodu i dobrych wrażeń. Powrót do Gdańska, czyjeś urodziny i ponownie wieczór spędzony między magicznymi uliczkami.

Magiczny mrok otula miasto. Pod Amber Sky słychać spokojną melodię, w tafli wody odbija się senne miasto, gdzieś w oddali karuzela kręci się powoli. Taki poniedziałkowy wieczór chciałoby się przeżywać za każdym razem. I w zasadzie można, kto nam zabroni. Nasza wyobraźnia daje nam taką możliwość i co poniedziałek można się dzięki niej znaleźć tam, gdzie tylko zamarzymy. Ja dziś marzę w Gdańsku, myślę o swojej książce. Myślę o moich bohaterach, może i oni tu kiedyś się pojawią. Wędrując po gdańskich uliczkach, trzymając się za ręce i patrząc na Amber Sky 😉 Zakochani Daniel i Ania.

Wtorek to już niestety powrót. Ale to również czas powrotu do przeszłości sprzed 25 , no może nawet 26 lat. Krynica Morska. Piękna latarnia, Mierzeja Wiślana i wspomnienia miłych chwil z dzieciństwa. Pamiętam z tych czasów widok z latarni, festiwal Hare Kryszna i zapach waty cukrowej. No może jeszcze pewną wizytę kogoś, kto był dla mnie dobrym człowiekiem 😉

Kocham morze, kocham wolność i często myślę, dlaczego ja mieszkam tak daleko. Przecież moje miejsce jest właśnie tutaj, wśród szumu fal, mew i świętego spokoju.

No ale Życie pozytywnie zaczytanej od dziecka skazane było na taką historię, takie przeżycia i takie wspomnienia.